Berlin jakiego nie znacie
Berlin jakiego nie znacie

Śnierć słonia w domu kapitana korwety

 

 

Nazwa ulicy Fasanenstraße (fasan-bażant) pochodzi od bażanciarni, założonej w okolicy przez Fryderyka II. Pod numerem 23, w dużej willi, ma swoje lokum  Dom Literatury, kawiarnia i mieszcząca się w suterenie księgarnia. Do kawiarni przychodzi głównie zamożna inteligencja, więc panuje tu zdecydowanie snobistyczna atmosfera. Ogród przed willą staje się latem oazą spokoju w tym zabieganym miejscu. W niedziele i soboty siedzi się tu godzinami, czyta gazety i gada z przyjaciółmi, co jakiś czas zaglądając do bufetu, gdzie na stołach leżą tace z wędlinami i serami, świeże bułki i inne smakołyki.

Kiedy wpadniemy do berlińskiej knajpy około godziny piętnastej, nie trzeba się dziwić, gdy kelner zapyta nas, czy zechcemy zamówić śniadanie. W innych miastach Niemiec, a zwłaszcza na prowincji, nie można o tej porze dostać nawet obiadu.



 

 

 


Trudno sobie dziś wyobrazić, że kiedy wybudowano  tę willę w roku 1898, hulał tu wiatr po łąkach, a Charlottenburg nie należał  jeszcze do Berlina. Już trzydzieści lat później Charlottenburg będzie najbogatszym miastem Niemiec. Willa  przy Fasanenstr. 23 należała początkowo do kapitana korwety Richarda Hildebrandta i jego żony Louisy, urodzonej Gruson.

Richard zawsze chciał być marynarzem. Jako szesnastoletni chłopiec wyruszył do Hamburga, żeby zaciągnąć się na statek. Kilka lat później uczestniczył w pierwszej, a potem w drugiej, dramatycznej wyprawie na biegun północny.

Mamy rok 1878 . Statki Hansa i Germania żegna tłum gapiów i Kaiser Wilhelm II. Richard Hildebrandt jest pierwszym oficerem na statku dowodzonym przez kapitana Hegemanna. W okolicach Grenlandii pogoda pogarsza się z godziny na godzinę i statki tracą się z oczu. Hansa utknęła w lodowych kleszczach. Po kilku dniach statek tonie pod naporem lodu. Przedtem jednak załoga ratuje ze statku cały dobytek i buduje prowizoryczny szałas. Rozbitkom udaje się ocalić dwie szalupy. Modlą się o sprzyjające wiatry, które poniosłyby lodową górę na południe, gdzie spodziewali się znaleźć ratunek. Mijają miesiące, czternastoosobowa załoga cierpi nie tylko z powodu głodu i zimna. Wielokrotnie musi walczyć z głodnymi niedźwiedziami. Mimo to nie traci ducha i organizuje nawet święta Bożego Narodzenia. Nowy rok nie zaczyna się dla rozbitków pomyślnie. Pewnej nocy budzi ich ryk pękającego lodu.

Kilka dni później, woda porywa resztki drewna opałowego i część szałasu. Następne noce rozbitkowie spędzają, czuwając w łodziach. Jeden z członków ekspedycji popada w szaleństwo i wielokrotnie próbuje popełnić samobójstwo, rzucając się do wody. Kiedy przylądek Kap Farwell wydaje się bliski, decydują się na opuszczenie lodu, na którym spędzili ponad 200 dni. Zapakowani w dwie małe łodzie, próbują dopłynąć do brzegu. Jednak lód ponownie odcina im drogę. 24 maja Hildebrandt wyrusza z dwójką marynarzy po lodzie w kierunku oddalonej o trzy mile wyspy. Tak rozbitkowie docierają do wybrzeży Grenlandii. Po raz pierwszy od dziewięciu miesięcy widzą zieleń i ludzi.

 

1 sierpnia 1879 roku cudem ocalałych marynarzy witają tłumy w Kopenhadze. Tam też zastaje ich depesza gratulacyjna od Wilhelma II i cesarzowej Augusty.

Jeden z przylądków na Grenlandii  zostaje nazwany na cześć bohaterskiego kapitana, Kap Hildebrandt.

 

Słynny kapitan wrócił do kraju i zakochał się w Luizie Gruson. Ojcem Louisy był Hermann Gruson, uczony i przemysłowiec, wynalazca specjalnej metody hartowania stali. Producenci wyrobów ze stali zachwalali jakość swoich produktów, podkreślając, że zrobione są wyłącznie z utwardzanej stali Grusona.

Ślub pary młodej odbył się w 1884 roku.

Hildebrandt coraz rzadziej wypływał na morze. Wziął jeszcze udział w  wielkiej wyprawie na Wschód (Orientreise) księcia Fryderyka Karola von Preußen. Wspomina o tym Theodor Fontane w Wanderungen durch die Mark Brandenburg. Po 1886 roku Hildebrandt pracował w dziale hydrografii w Urzędzie Marynarki Wojskowej (Reichsmarineamt). Pomysł wyposażenia wilii przy Fasanenstr. 23 w oranżerię pochodzi prawdopodobnie od bogatego teścia. Gruson był zapalonym hodowcą kaktusów i ufundował w Magdeburgu oranżerię miejską.

 



 

W 1892  przy Fasanenstr. 25 osiedlił się architekt Hans Grisebach. Zaprojektował i zbudował dla swojej rodziny dom w stylu niemieckiego renesansu. Grisebach był już wtedy uznanym architektem. Przyjaźnił się m.in. z malarzem Maxem Liebermannem, dla którego przygotował przebudowę domu przy Pariser Platz, zaraz obok Bramy Brandenburskiej. Dla Berlina zaprojektował jeszcze Dworzec Śląski w Kreuzbergu. Jednak jego najbardziej znanym dziełem jest willa Viesenhof w Jagniątkowie, którą zaprojektował dla Gerharta Hauptmanna. Grisebach najwyraźniej bardzo lubił wieżyczki, gdyż to właśnie owalna wieża jest elementem dominującym we wszystkich wymienionych budowlach.

Grisebach był ponadto autorem projektu domu dla wrocławskiego lekarza Alberta Neissera, wybitnego dermatologa żydowskiego pochodzenia. Neisser współpracował z Augustem von Wassermannem nad wynalezieniem metody wykrywania kiły (próby Wassermanna). W swoich poglądach był jak na swoje czasy bardzo nowoczesny, opowiadał się np. za wprowadzeniem badań kontrolnych dla prostytutek. Ponadto przyjaźnił się z artystami i kolekcjonował dzieła sztuki. W jego zniszczonym podczas wojny domu w parku Szczytnickim we Wrocławiu, spotykali się Gustav Mahler, Richard Strauss i Gerhart Hauptmann.

Dziś w willi Grisebacha ma swoją siedzibę dom aukcyjny specjalizujący się w sprzedaży sztuki z XIX i XX wieku. W najlepszych roku jego obroty osiągnęły ponad 45 milionów euro. To tu właśnie sprzedano obraz Adolpha Menzla Der Schafgraben za rekordową sumę 1.2 miliona euro, a portret kobiecy Anni Maxa Beckmanna za 3.9 milionów euro.



 


 

 

Ale wróćmy pod numer 23. Podczas pierwszej wojny światowej Louise zorganizowała tu lazaret. Po jej śmierci w 1916 roku willę przejęło miasto i zorganizowało tu garkuchnię. Potem zadomowiła się w willi Fundacja Aleksandra von Humboldta (Alexander von Humboldt Stiftung). Fundacja wspierała początkowo wyprawy badawcze niemieckich uczonych. W latach wielkiej inflacji 1914-1923 straciła cały swój kapitał. Wznowiła działalność dzięki staraniom ministerstwa spraw zagranicznych w 1925 roku, zmieniając przy okazji swój profil.  Pewnego dnia willa przy Fasanenstr. 23 gościła wspieranego przez fundację rosyjskiego pisarza Vladimira Sirina, znanego później pod nazwiskiem Nabokov.

 

Deutsche und Russen sind wie Wasser und Öl.

Nabokov

(Niemcy i Rosjanie są jak woda i olej).

 Vladimir Nabokow mieszkał w Berlinie przez 15 lat do 1936 roku. Tu ożenił się z emigrantką rosyjską żydowskiego pochodzenia, Verą i tu urodził się jego syn. Mimo 15 lat spędzonych w Berlinie nie mówił po niemiecku i pogardzał Niemcami.

W 1923 przyjechało do Berlina 360 tysięcy emigrantów z Rosji. Pochodzili oni głównie z zamożnych i świetnie wykształconych rodzin. Rosyjska kolonia była jak piramida, z której ocalał jedynie jej czubek.

Rosjanie traktowali Berlin jak poczekalnię i byli przekonani, że niebawem wrócą do kraju. Dlatego nie integrowali się, tylko tworzyli zamkniętą społeczność, prowadząc bardzo ożywione życie towarzyskie i kulturalne. Osiedlali się najchętniej w  promieniu 1.5 kilometra wokół Kaiser Wilhelm Gedächtniskirchie w Charlottenburgu. O pobliskim Kudammie mówili NEP-skij prospiekt. Berlińczycy natomiast nazywali tę dzielnicę Charlottengrad. Inne ulubione przez nich dzielnice to Schöneberg i Wilmersdorf.

Ojciec Nabokova był wybitnym politykiem i przez krótki czas po obaleniu caratu członkiem rządu. W Berlinie dalej zajmował się polityką i pracował jako redaktor naczelny gazety Rul, ukazującej się w języku rosyjskim. Zginął przypadkiem w filharmonii berlińskiej podczas odczytu, zabity przez członków Czarnej Sotni.

W czasie wojny willę przy Fasanenstr. 23 zniszczyły częściowo naloty bombowe. Dopiero w latach 50. została odbudowana. Potem powstawały tu kolejno pensjonat, jedna z pierwszych (1964) szkół yogi, burdel i nocny klub ze streaptesem. Skandal i falę współczucia wywołał 14 miesięczny słoń występujący w lokalu i wegetujący w piwnicy, który nagle zdechł. Prasa komentowała to zdarzenie artykułem pt. Śmierć w nocnym lokalu.

W latach sześćdziesiątych powstał plan urbanistyczny przewidujący wyburzenie ulicy pod budowę szerokiej jezdni łączącej Moabit z ulica 17. Juni. W odpowiedzi na te barbarzyńskie projekty zawiązała się społeczna inicjatywa ochrony ulicy. W wyniku jej działań willę odzyskało miasto, przeznaczając ją na siedzibę dla Domu Literatury.

Na stare miejsce na parterze budynku powrócił portret Louisy Hildebrandt namalowany przez magdeburskiego malarza  Edmunda Wodicka.

 



Thomas Urban, Russische Schriftsteller im Berlin der zwanziger Jahre; Berlin: Nicolai, 2003

Thomas Urban, Vladimir Nabokov – Blaue Abende in Berlin; Berlin: Propyläen, 1999

Carl-Peter Steinmann, Von Karl May zu Helmut Newton. Spurensuche in Berlin,Transit Buchverlag