Berlin jakiego nie znacie
Berlin jakiego nie znacie

Newton w Berlinie

"W przedziale jedzie młody Żyd, może ma piętnaście lat. Wyjeżdża sam jeden do ojca do Kolumbii. Ma ze sobą dwie walizki, a kufer nadany został wprost do portu kolumbijskiego. Ma też jedną markę niemiecką na wydatki między Warszawą a Amsterdamem, gdzie wsiada na statek."

Antoni Sobański Cywil w Berlinie



 

W artykule z Rzeczpospolitej o gustownie ubranych mężczyznach jest wzmianka o Helmucie Newtonie. Autorka napisała:

Moim zdaniem najelegantszy man wszechczasów. Najczęściej w jasnoniebieskich dżinsach, białych butach (miał ich kilkadziesiąt par, od skórzanych oxfordów po tenisówki) wyrafinowanie zestawionej marynarce, z chusteczka w butonierce. Nie zapominajmy też o okularach w ciemnej, wyraźniej oprawie! Nawet w ferworze pracy, biegając z gołym opalonym torsem wydawał się starannie wystylizowany.

Helmut Neustädter, urodzony w 1920 w Berlinie syn zamożnego fabrykanta, lubił stroić się już od małego. Godzinami stał przed lustrem w dziesięciopokojowym mieszkaniu przy Innsbruckerstr. 24:

Nawet próbowałem ubierać się jak Anglik. To był ostatni krzyk mody. Wszyscy starali ubierać  się według mody amerykańskiej albo angielskiej, jeżeli to tylko było możliwe. Nikt już nie chciał wyglądać na Niemca. Sterczałem godzinami przed lustrem, próbując rożne wersje stroju. Założyć krawat, czy nie? Jaki duży ma być węzeł? Czy postawić kołnierz, czy raczej nie? I następne ważne pytanie, nosić sweter na spodnie, czy do środka? (…) W końcu wybierałem szary flanelowy garnitur z szerokimi klapami i płaszcz z wysokim, obowiązkowo postawionym kołnierzem. Mój brat chciał wtedy wyglądać jak „Legs” Diamond, ja jak „Powrót do Brideshead”.

(Jack „Legs” Diamond był w czasach prohibicji notorycznym gangsterem z Nowego Jorku i nosił przydomek gentleman Jack. Słynął z ciężkiej ręki i ekstrawaganckiego trybu życia. Powrót do Bridedhead to powieść o angielskiej arystokracji napisana przez Evelyna Waugha.)

Przy ulicy Jebensstr. 2  naprzeciwko dworca ZOO powstało w 2004 muzeum poświęcone fotografowi. Można tam obejrzeć kilka par białych butów z kolekcji mistrza i parę zestawów ubrań, które przysporzyły mu sławy dobrze ubranego mężczyzny. Buty były ulubionym fetyszem Newtona. Swoje modelki rozbierał, zostawiając im na nogach tylko buty na wysokich obcasach. Uważał, że to właśnie wysoki obcas czyni kobietę prawdziwie nagą.

 

Należę do pokolenia, któremu kilka par zużytych butów stojących razem, źle się kojarzy. W przypadku Newtona nie są to wcale naciągane skojarzenia. Newton był żydem, jak pisał, wiedział o tym i na tym kończyło się jego żydostwo. Do czasu, aż do władzy doszli naziści. Miesiąc po wydarzeniach Kryształowej nocy uciekł z Berlina w dramatycznych okolicznościach. Miał wtedy 18 lat.

W wywiadzie dla Planet jewish ressurce wspomina:

Siedziałem na górze w piętrowym autobusie. Jechałem wzdłuż Kudammu na lekcję fotografowania. Wtedy zobaczyłem, jak pali się wielka synagoga. Wie pan, mieliśmy Noc długich noży, a rok później noc stłuczonego szkła. Niemcy maja cudowną umiejętność opisywania rzeczywistości.

Newton wspomina tu synagogę na Fasanenstr., która spłonęła doszczętnie 9 listopada 1938.

 

Wielkie, szare gmaszysko przy Jebensstr. 2 było jednym z ostatnich budynków, jakie widział Newton, opuszczając Berlin. Po latach zapragnął, żeby właśnie tam były wystawiane jego prace.

Przed wojną mieściło się tutaj kasyno oficerskie. Jego ozdobą była Sala Cesarska, której otwarcie w 1909 uświetniła obecność Kaisera Wilhelma II. Niedaleko stąd stał kiedyś elegancki hotel Eden. Matka Helmuta lubiła chodzić do kawiarni na dachu hotelu. Dzieci zamożnych rodziców mogły tu pograć w mini golfa.

 

Ale 5 grudnia 1938 roku, kiedy rodzice odprowadzali Helmuta na dworzec, nikt już nie myślał o edenie. Ojciec aresztowany przez SA po pogromach Nocy kryształowej, właśnie wyszedł z KZ w Oranienburgu. Jak wspomina Newton, nie miał na ciele śladów bicia, ale wrócił jakby skurczony i zupełnie odmieniony.

Teraz wysyłał syna do Triestu, gdzie miał czekać na niego parowiec do Singapuru. Chiny były już wtedy jedynym krajem, który przyjmował niemieckich uciekinierów żydowskiego pochodzenia. Wyjeżdżał sam i bez grosza przy duszy. Podsiadanie pieniędzy było niebezpieczne i groziło obozem, pasażerów kontrolowało Gestapo.

 

Newton po wojnie wracał jako turysta do Berlina, na stałe osiadł w Kalifornii. Otwarcia własnego muzum nie doczekał. Rozbił się w swoim białym cadillacu, może nawet wymarzył sobie taką śmierć. Samochody kochał namiętnie jak kobiety. W jednym z wywiadów opowiada o tej fascynacji. Wspomina francuską pisarkę Francoise  Sagan, która lubiła boso prowadzić swojego jaguara, by czuć moc i wibracje silnika.

 

W swojej Autobiografii  Newton opowiada jak zaczajał się w podziemnym garażu przy Innsbruckerstr. na gwiazdę przedwojennej fotografii węgierskiego fotografa Munkacsiego:

W garażu było wiele miejsc. Na jednym z nich stał fantastyczny samochód dwudrzwiowy amerykańskiej marki cord, należący do wielkiego fotografa Munkacsiego. Byłem już wtedy zakochany w fotografowaniu, często chowałem się w jakimś kącie. Czekałem na Munkacsiego, aż przyjedzie, odstawi swój samochód, weźmie kilka aparatów z tylniego siedzenia i zniknie. Już wtedy podziwiałem jego zdjęcia.

 

W muzeum można obejrzeć jeden z wielu samochodów Newtona, specjalnie dla niego zaprojektowany i skonstruowany, wyposażony w wielkie głośniki. Już w Berlinie lubił słuchać muzyki, głównie swingu. Miał wtedy swój patefon walizkowy electrola, który wszędzie ze sobą zabierał.

W latach dwudziestych i trzydziestych grały w Berlinie regularnie amerykańskie jazzbandy,(…) Jazz był niesamowicie popularny, szaleliśmy po prostu za nim. Moimi faworytami byli Cab Collowey, Jack Hylton, Duke Ellington i wszystkie big bandy.

 

Na Innsbruckerstraße 24, na ścianie niepozornego bloku wisi dziś tablica pamiątkowa:

W tym miejscu stał dom, gdzie urodził się Helmut Neustädter, syn żydowskich rodziców. Po wyjeździe z Niemiec zasłynął pod nazwiskiem Newton, stając się jednym z najbardziej znanych fotografów na świecie. 



 

 

Między godziną 14.00 i 16.00  mama małego Helmuta ucinała sobie poobiednia drzemkę. Syna wysyłała na spacer do parku. Towarzyszyła mu jedna z kilku służących. Chłopiec nienawidził spacerów, zwłaszcza zimą, kiedy matka zakładała mu do krótkich spodni grube pończochy.  Marzł wtedy niemiłosiernie. 

 

O fotografowaniu marzył już jako dziecko. Mając 12 lat kupił za swoje kieszonkowe pierwszy aparat fotograficzny marki agfa box. Zaraz potem wsiadł do kolejki i cykał zdjęcia gdzie popadnie. Wyszło tylko jedno, wieża radiowa przy ulicy Messedamm 22.  Mając 16 lat rzucił szkolę i chciał uczyć się fotografowania. Matka spełniła marzenie syna i załatwiła mu praktykę w renomowanym atelier fotograficznym przy ulicy Schlütterstr. 45, u samej Yvy. Newton ponownie odwiedził to miejsce po wojnie, w 1953 roku. Zastał  tu puste pokoje, tylko na sufitach wisiały stare kandelabry. Nowi właściciele odetchnęli z ulga, kiedy nieproszony gość odszedł.

Else Neuländer-Simon znana pod pseudonimem artystycznym Yva, zatrudniała 10 pracowników. Pracowała dla popularnych czasopism ilustrowanymi, jak np. Berliner Illustrierte. Yva specjalizowała się w fotografii mody. W 1942  została deportowana i zamordowana w obozie na Majdanku.

 

Rodzina Newtona uciekła z Berlina w ostatniej chwili straciwszy wszystko, fabrykę, mieszkanie, samochody, aryjskich przyjaciół i ojczyznę. O ojcu napisze Newton po latach:

 

Wierzył niezłomnie, że w końcu przeminie ten cały koszmar i że Hitler nie utrzyma się przy władzy. Należał do tych żydów, którzy byli bardziej niemieccy od samych Niemców: służba wojskowa podczas I wojny światowej, Krzyż Żelazny pierwszej klasy, itd...

 

Matka wykazała się większą przezornością. Ukryła pieniądze ze sprzedaży ostatniego samochodu i w porę wysyła syna za granicę. Matka była powierniczką i dobrym duchem Newtona. Opisując ją, wspomina, jak całowała go na dobranoc, wytworna, szeleszcząca jedwabiem sukni i pachnąca perfumami Chanel nr 5.

Zwierzał się matce ze wszystkiego, nawet z pierwszych doświadczeń erotycznych. Ta napominała go tylko, żeby uważał na antykoncepcję i choroby weneryczne, gdyż jak mówiła nie chce żeby sprowadził jej do domu nadzianą gołąbkę i zaoszczędził wszystkim wstydu. Podwyższyła mu wtedy kieszonkowe, by starczało na prezerwatywy. Na koniec doradzała,  żeby kochał się nie częściej niż raz w tygodniu, gdyż może mieć to negatywny wpływ na jego oceny w szkole.

 

Z Belina wywiózł Newton sposób myślenia o fotografii. Świadczą o tym jego chłodne rzeczowe inscenizacje w stylu Neue Sachlichkeit, agresywna erotyka i dramatyczne kontrasty czerni i bieli. W Autobiografii wspomina,  jak  podkochiwał się w ekscentrycznej studentce Bauhausu, która pracowała  u Yvy i nosiła czarny aksamitny garnitur, i monokl. Monokl był innym ulubionym rekwizytem Newtona. Pojawiać się będzie na jego zdjęciach wielokrotnie, np. na fotografiach Palomy Piccasso. Zamiłowanie do kobiet w męskich garniturach również.

 

Wolą Newtona był pochówek w Berlinie. W pogrzebie na cmentarzu we Friedenau uczestniczyli dostojnicy państwowi: kanclerz Gerhard Schröder, burmistrz Berlina Klaus Wowereit. Konduktowi towarzyszyły takty songu Brechta i Weila Mack the Knife. To było następne życzenie artysty. Razem z urną pochowano jego ulubiony aparat marki Laica.

 



Helmut Newton, Rudolf Harmstein, Autobiographie, Bertelsmann Verlag